Obiecałam sobie /i nie tylko sobie/ tego bloga w październiku. Miał ruszyć w listopadzie. Jest połowa grudnia i ja się zawsze spóźniam. Chociaż w tym wypadku mam znakomitą wymówkę: różne tragiczne zdarzenia w świecie były zbyt świeże i uruchamianie bloga z takim adresem wydawało mi się zbyt niestosowne.
Kiedyś jednak trzeba być odważnym.
Odpowiedź na pytanie, skąd się wziął ten adres, wyjaśnia też poniekąd, o czym będzie blog /niepierwszy mój i niepierwszy w tej kategorii, nie czarujmy się/. Otóż polecono mi założyć bloga i zrobić sobie na nim markę. A z racji, żem człowiek wielu pasji, powstał problem: o czym blogować? O grochu z kapustą chyba, bo gdzie sport /moja miłość/, gdzie literatura / jeszcze większa miłość - biernie i czynnie/, gdzie rękodzieło...
Myślałam tedy, gdy świt różowiał*, na jakim fundamencie zbudować to miejsce. Aż wymyśliłam. I ryknęłam pośród nocy:
- Już wiem! Ze szczeliny!
Na co odpowiedział mi zaspany głos Lepszej Połówki:
- Ale jak to: zestrzelimy?
Wtedy właśnie zrozumiałam, że adres już inny nie będzie, czego by o tym ludzie nie sądzili. Poza tym gdzieś słyszałam, że kontrowersja się sprzedaje.
Zatem blog jest głosem ze szczeliny. Spomiędzy prawej i lewej strony światopoglądu, z pogranicza świata wymuskanych garniturów i powyciąganych swetrów, gdzieś między robieniem poważnej nauki a pisaniem niepoważnych powieści. Jedyne, co mogę podarować światu, to kawałek serca, czego jak czego bowiem, ale serca mam w nadmiarze.
Mój dziennikarski guru rzekł kiedyś, że powinniśmy robić takie wywiady i pisać takie artykuły, jakie sami chcielibyśmy przeczytać. Mam nadzieję, że odnosi się to również do blogów - sama zresztą takich rzeczy szukam w Internecie. Życia codziennego, lajfstajlu nie na pokaz, upewnienia się, że ze mną wszystko w porządku i że inni też mają na co dzień czasem słońce, czasem deszcz, a czasem gęstą mgłę przed oczami.
Chciałabym inspirować. Pokazać, że życie codzienne nie jest nudne i nie musicie być celebrytami/poszukiwaczami przygód/członkami rządu, żeby coś się Wam przytrafiało. Sama wciąż się uczę być optymistką, z klasą wstawać po porażkach... Wiem, że moją siłą jest autentyczność.
Zatem chciałabym, żeby ten blog był inspirujący i autentyczny. Żeby był pewnym, optymistycznym kącikiem na niepewne i pesymistyczne czasy. Pokażę Wam robienie nauki od kuchni, podzielę się refleksjami kulturalnymi i sportowymi, poudaję wielką pisarkę, na której bestsellery wszyscy czekają ;) Mam nadzieję, że będziecie się bawić równie dobrze co ja!
*cytuję za nieodżałowanym Barańczakiem
Dzień dobry!
OdpowiedzUsuńTrafiłam tu via blog Pani WU:)
Przyciągnęła mnie ta "Rossija". Jak to miło, że rusyfikujesz otoczenie! Ja toże!
Jak będziesz pisać o Rosji, to na pewno będę zaglądać!
Pozdrowienia!